Gaduszka o tym jak Magdusia do babci jechała...


Jest rok 1966. Żary, małe miasteczko w dawnym województwie zielonogórskim, dziś lubuskim. Pętla autobusowa. Nazwana tak trochę na wyrost. To po prostu szaro-bury plac przy słupie z napisem PĘTLA. Zresztą Dworzec autobusowy wyglądał podobnie.

https://stare-fotografie.flog.pl





Ostatni pasażer właśnie wysiada. Ma walizkę i jakieś tobołki, więc trochę się gramoli. Kierowca czeka, skończył kurs i chce zamknąć autobus. Mężczyźnie w końcu udaje się zapanować nad bagażami. Kierowca wychodzi i zamyka drzwi od swojej strony. Dla pewności obchodzi pojazd i sprawdza jeszcze raz czy drzwi dla pasażerów także są zamknięte. Wszystko w porządku. Rusza w kierunku swojego domu i …. Nagle dociera do niego, że na ostatnim siedzeniu coś się rusza? Obraca się i patrzy chwilę. Nic nie widać.  Chyba mu się coś przywidziało. I gdy już ma odejść,  za szybą pojawia się głowa dziecka. Bystre oczy patrzą z ciekawością przed siebie. Kierowca zamiera. Wszyscy pasażerowie już poszli. Skąd więc dziecko w autobusie? Serce mu wali, aż rozpina kołnierzyk koszuli. Otwiera drzwi i wchodzi do środka. Na ostatniej kanapie siedzi niebieskooka dziewczynka. Wygląda na 4, może 5 lat. Jak się tu dostała? Zdumienie nie opuszcza kierowcy. Mała nie wygląda na przestraszoną. Macha nogami i nagle obdarza kierowcę szerokim uśmiechem. Czy już jesteśmy w Lubsku? Pytanie pada zanim kierowca zdołał zebrać myśli. W Lubsku? Powtarza mężczyzna. No tak, bo ja jadę do Lubska, do Babci Janiny. Mała przesyła kolejny uśmiech. Dopiero teraz kierowca widzi, że ma jasne długie warkocze a białe rajtuzy są brudne na kolanach.
Do babci Janiny? A ty jak się nazywasz? Ja się nazywam Magdusia Falkowska.
A czy rodzice wiedzą, że jedziesz do babci?
Są na zakupach, a Artur się uczy, to ja sobie pojadę do babci.
Kierowca zaczyna rozumieć sytuację. Tylko jak teraz znaleźć rodziców małej podróżniczki.
Ten autobus nie jedzie do Lubska. Musisz jechać innym autobusem- tłumaczy. Dziś wrócimy do domu do mamy i taty. Wiesz, gdzie mieszkasz?
Kierowca czuje na sobie uważne spojrzenie dziewczynki. Wiem – na Długosza. Mężczyzna zna  wojskowe bloki niedaleko Dworca PKP. Ma do wyboru, zaprowadzić małą na milicję albo odprowadzić do domu. Sam jest ojcem, więc i decyzja szybka – idziemy do rodziców. Magdusia  łapie podaną dłoń i zeskakuje z siedzenia. Z ufnością rusza za kierowcą. Ale jutro pojadę do babci ?, dopytuje dla pewności.


Ulica Długosza. Stara kamienica z niskim parterem.


https://stare-fotografie.flog.pl


Rodzice właśnie wrócili z zakupów. Mój starszy o 6 lat brat odrabia lekcje. Ja miałam się bawić pod jego opieką. Gdy pada pytanie gdzie jestem, oczy Artura robią się okrągłe jak monety, a buzia otwiera   i zastyga w bezdźwięcznym okrzyku. Mnie nie ma, Artur nie wie, gdzie jestem. Rodzice zaczynają podnosić głos, mój wystraszony brat nie jest w stanie nic powiedzieć. Zaczyna się gorączkowe bieganie po podwórku i ulicy. Rodzice i sąsiadka, która już wie, że zaginęłam, pytają każdego czy nie widział małej dziewczynki w jasnoniebieskiej sukience. Ale nikt nie ma dobrych wiadomości. Po naradzie z sąsiadami zapada decyzja. Trzeba zgłosić na milicji zaginięcie dziecka. Mama płacze, Tata stara się panować nad sytuacją. Przerażony Artur nie wydaje z siebie żadnego dźwięku. Rodzice biorą zdjęcie i wychodzą z domu. Po przejściu kilkudziesięciu metrów – nie wierzą własnym oczom. Z naprzeciwka dziarskim krokiem zbliża się ich córeczka. Trzyma za rękę wysokiego pana, a buzia się jej nie zamyka. Magdusia!  Mama ! Podbiegam radośnie i natychmiast wyjaśniam, że to nie był dobry autobus. Tata podejrzliwie spogląda na mojego opiekuna. Za chwilę wszystko jest jasne . Dorośli długo się zastanawiają, jak udało mi się dostać do autobusu. Moje brudne kolana jednoznacznie pokazują, że wgramoliłam się sama. Udało mi się wsiąść na przystanku pod domem. Autobus stał tam chwilę, bo pan kierowca wyskoczył po papierosy do kiosku. Nikt nie zauważył, autobus jechał na pętlę, pasażerów było tylko troje i wszyscy siedzieli z przodu. Pan kierowca zostaje zaproszony na kawę. Mój brat jak mnie zobaczy, ściska mnie tak mocno, że rodzice muszą mnie wydobyć z jego ramion. A ja obiecuję, że sama do babci jeździć nie będę. Historia „O tym jak Magdusia do Babci jechała”, to pierwsza opowieść, jaką pamiętam z dzieciństwa. Opowiadana była często podczas rodzinnych spotkań i wspominków, jako przykład mojej fantazji i odwagi. Zawsze opowiadała ją Mama. W tym roku minie 27 lat od Jej śmierci.  Dzięki tej opowieści znam dziewczynkę – jaką byłam, a jakiej pamiętać nie mogłam. I za to wspomnienie jestem Jej bardzo wdzięczna.
A TY jaką opowieść z dzieciństwa pamiętasz?

archiwum rodzinne


Komentarze

Popularne posty